„Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?”

Kilka godzin spędzonych na czytaniu.
Masa słów.
Ponad 700 stron.
Kilkadziesiąt pojedynczych historii.
I tysiące myśli.

I jedno pytanie, które powtarzane jest podczas całej lektury.
„Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?”

Jeżeli masz przeczytać w ciągu tego roku tylko jedną książkę -niech to będzie właśnie ta.
Jeżeli w ciągu całego życia miałbyś przeczytać jedną książkę  – to musi być ta.

Głód.
Autor: Martin CaparrósDSC_0602

Właśnie ten temat podejmuje – temat głodu. Druzgocąco aktualny.

Dlaczego trzeba przeczytać?
Bo ta książka obnaża nasz świat z cukierkowej osłony postępu. Ukazuje jak wiele niesprawiedliwości i bestialstwa nas otacza, jak chcemy być kimś lepszym we własnym odbiciu lustra, a to wszystko na nic, gdy napędzamy konsumpcję splamioną krwią ludzi. Ludzi takich jak ja i Ty.

Czytając uderzają we mnie słowa, zadają ciosy w moje człowieczeństwo. Zostawiają bolesne sińce na mojej duszy i moralności. I chciałabym móc więcej móc coś zrobić, a ginę, grzęznąc w bagnie bezsilności.

To co mogę zrobić i to co może stać się pod wpływem tej książki to zwiększenie świadomości, na tym mi zależy, abyśmy przestali kąpać się w społecznej znieczulicy, jak w kozim mleku.

Ta książka nie jest lekka, potrzebuje skupienia i silnych nerwów. Niejednokrotnie czytałam ją przez zaciśnięte zęby, kipiała we mnie złość, że tak mało mogę. Zaczynało we mnie wrzeć, gdy czytałam, jak życie ludzkie staje się kartą przetargową światowej polityki. I wiek, w którym nastąpiło tyle przełomów, zmieniła się diametralnie jakość życia, a ludzie nadal nie mają co jeść!

” „Fakt, że co roku dziesiątki milionów mężczyzn, kobiet i dzieci umiera z głodu jest skandalem naszego stulecia. Co pięć sekund dziecko poniżej dziesiątego roku życia umiera z głodu na planecie, która obfituje w bogactwa. W obecnym stanie rozwoju rolnictwo światowe zdolne byłoby wyżywić bez problemu dwanaście miliardów ludzi, niemal dwukrotnie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców Ziemi. Nie jest to zatem nieuchronny los. Dziecko, które umiera z głodu, to dziecko zamordowane”, napisał w swoim raporcie zatytułowanym Destruction massive, były ekspert ONZ do spraw prawa do żywności Jean Ziegler”*

„Głód” traktuje właśnie o tym. O braku jedzenia. O skrajnym braku jedzenia. Choć mowa jest jedynie o kilku miejscach na Ziemi, to przecież nie wszystko.
Niger, Indie, Bangladesz, Stany Zjednoczone, Argentyna, Sudan Południowy, Madagaskar. W każdym z nich głód wygląda inaczej, inne są jego podłoża, ale jedno jest wspólne – cierpienie. Tak nie powinno być, świat w którymś miejscu zabłądził.
Ale przecież to nie wszystko, nie tylko tam ludzie głodują. Głód jest tuż obok nas. Obok Ciebie. Nie zamykaj oczu, nie staraj się przejść kolejny raz tuż obok, ze świadomością, że ciebie to nie dotyczy. Że jesteś gdzieś ponad, bo nie jesteś. Co więcej zamieniasz się w potwora tracąc świadomość tego co się dzieje, tracisz człowieczeństwo. Gdy ktoś poprosi cię o jedzenie, spójrz na niego inaczej, spróbuj pomóc, kup choćby kawałek chleba i podaruj komuś namiastkę troski rozmową. Jesteście tacy sami. Tacy sami stąpający po wspólnej ziemi. Identyczni. Ale ty masz to szczęście, że masz co jeść.

xbo

„Powiedzieliśmy: setki milionów ludzi nie jedzą tyle, ile trzeba.
Więcej: kilka lat temu Ban Ki-moon, sekretarz generalny ONZ, wymienił liczbę, która została powtórzona i zapomniana: co niespełna cztery sekundy jedna osoba umiera na skutek głodu, niedożywienia i wywołanych tym chorób. Siedemnaście w ciągu każdej minuty, dwadzieścia pięć tysięcy każdego dnia, ponad dziewięć milionów w ciągu roku. Półtora Holokaustu rocznie.”*

To, co najcięższe było dla mnie w tej książce to porównanie tego jak ja żyję, z „tamtym” życiem.
Ma marzenia, ma plany, mam środki, mam poczucie bezpieczeństwa, mam spokój i w końcu coś o czym nawet przyszło mi się wcześniej zastanowić to to, że zawsze mam co jeść. Nie martwię się o jedzenie, nie żyję z dnia na dzień nie wiedząc, czy zjem cokolwiek cierpiąc na permanentny głód.

Ci ludzie planują jedynie kolejny posiłek, o ile będą mieć z czego przygotować.
Ci ludzie nie mają poczucia bezpieczeństwa, tym bardziej spokoju.
Ci ludzie nie mają marzeń, w naszym ich sposobie rozumienia. Oni marzą o jedzeniu. O kolejnym posiłku. Matki chcą nakarmić czymkolwiek swoje dzieci, a same nie mają co jeść.

DSC_0605
To stało się dla mnie najcięższe. Ta bezsilność. Niesprawiedliwość. Chciałabym im dać możliwość do prawdziwych marzeń, do osiągania celów, do spełnienia, do prawdziwego życia, które nie skupia się tylko i wyłącznie(!) na potrzebie jedzenia. Czegoś co dla mnie jest oczywiste, czegoś nad czym ja nie muszę się zastanawiać, co tylko jest środkiem do życia, a nie jego celem. By nie tłumaczyli niesprawiedliwości świata stwierdzeniem, że Bóg tak chciał. Który Bóg? Kto ma czelność zgadzać się na coś takiego? Na śmierć. Na śmierć z powodu braku jedzenia…

I ciągły brak świadomości, zaburzony odbiór rzeczywistości, bo tak ma być. Takim się urodziłem. Ale czym jest życie skupione tylko na próbie jego przeżycia. Tego prostego opartego jedynie na zaspokajaniu podstawowej potrzeby. By jeść. Jeść by żyć, żyć i pracować, by jeść. I gubię sens, a tak bardzo chciałabym żeby ci ludzie go odnaleźli. Bo nie na tym to polega. Życie to coś o wiele więcej.

Nie rozumiem jeszcze jednego. Miliony ludzi wznosi ręce w stronę nieba. Oczy gdzieś indziej, napełnione modlitwą i każdy z nich pragnie tego obiecanego nieba. I każdy boi się piekła, potępienia. Zapatrzony w siebie i jakieś duchowne poszukiwanie być może czegoś co nie istnieje. Równocześnie ten sam człowiek, w tym samym momencie co pragnie nieba jest współtwórcą piekła rodzącego się tutaj na ziemi. Nie potrzebujemy kolejnych modlitw, pseudo-dobrych ludzi, pustych słów mówiących o tym samym, nie zmieniających kompletnie nic. Jak możesz pragnąć „nieba”, gdy świat dosięgają ognie piekielne? Jak to jest, że mówiąc o miłosierdziu potrafimy odwrócić się plecami, nie spojrzeć, ominąć. Może ktoś rzuca nam wyzwanie, może ktoś rozdaje niesprawiedliwe karty szans, lecz należy pamiętać, że to nigdy nie zwalnia nas z podejmowania świadomych i racjonalnych kroków. Udzielania pomocy. Tu i teraz. Póki możesz i żyjesz.

Książka ma ponad 700 stron.
Książka, która nie ma końca, bo zakończeniem jest nasza rzeczywistość i nasze czyny. Głód nie zniknie z dnia na dzień, nie znikną problemy społeczne, które są konsekwencją skrajnej biedy.
Światowa polityka, która manipuluje milionami. Milionami żyć? Statystykami zgonów?

Tej książki nie da się tak po prostu polecać, to nie jest lekka powieść ze szczęśliwym zakończeniem. Tę książkę trzeba przeczytać, przegryźć się przez jej strony. Oddać jej cały swój umysł. Ta książka zmienia. Zmienia postrzeganie, zmienia człowieka, zmienia jego pogląd na wiele spraw. Pokazuje jak wiele jest do zrobienia. Pokazuje jak bardzo nasz świat potrzebuje naprawy, potrzebuje uczciwych, wpływowych ludzi, których brakuje, potrzebuje buntu i niezgody. Potrzebuje nas, ludzi, którzy będą wiedzieć, będą świadomi i nie pozwolą na milczenie.

Warto.
Warto przeczytać i odrzeć się ze złudzeń dobra. Świat potrzebuje zmian.

*Cytaty pochodzą z książki „Głód” Martin Caparrós
Są namiastką. Praktycznie niczym, z tym, co cię w niej spotka.
Bo każdy z głodujących ma imię i chce żyć. Tak po prostu.

Reklamy

One thought on “„Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?”

  1. Zbieram sie do ksiazki. Inna moim zdaniem pozycja zmieniajce postrzeganie pewnych spraw (np.konfliktu na Bliskim Wschodzie) jest Wykluczeni Domoslawskiego. A dorzucilbym do tego Czerwony Rynek Carney’a.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s