Może morze? Wspomnienia z „może wakacji”.

Idąc paliły mnie stopy. Piach. Jakby piach. Bo to nie była plaża, ale parking i żar, który bił od betonu.

Miasto.

Nie palił mnie już piasek, byłam coraz bliżej miejsca gdzie spędzę kilka kolejnych godzin.

Miasto. Praca.

Paliły mnie te godziny. Mocno. Z nieba spadła kolejna fala słońca, jakby mu było mało. Jakby postanowił mnie utulić? Udusić. Z okazji dnia pracy. Tak jak wczoraj. I kilka kolejnych dni wcześniej. I jeszcze jutro.

Miasto. Praca. Lato.

I wolałam, żeby mnie dusił wcześniej. Gdy we włosy wplatała mi się beztroska. Gdy słodkie dłonie wiatru spoczywały na moich policzkach. Gdy  nie musiałam potem zostać tam. Gdzie chłód, temperatura sterowana technologią. Powietrze pozbawione duszy.

Miasto. Praca. Lato. Klimatyzacja.

A potem powrót. I stopy płoną. Płonie ciało ze zmęczenia. Wychodzę z tej bańki powietrza. Wiatr muska moje ciało. Znów tańczy, a ja widzę piasek, gorący parking i pragnę nadal cicho wierzyć, że za tym wielkim budynkiem jest morze. I wtedy mogę iść. W stronę słońca. A właściwie blasku lamp, autobusu, by wrócić znów jutro.
I przetrwać dzień, by wierzyć, że betonowy parking, wielki sklep z meblami, a za nim jest morze.

Bo tam jest. Prawda?

moody

Reklamy

2 thoughts on “Może morze? Wspomnienia z „może wakacji”.

    1. Dodając, że świat jest takim jakim ukształtował go człowiek, a jego przyszłość to nasze działanie wychodzi dość pesymistyczne – trzeba więc znaleźć miejsce, ludzi, czas, gdzie oddech będzie lekarstwem, a nie trucizną. Gdzie przejmiemy kontrolę.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s